sobota, 8 czerwca 2013

  Czwarty rozdział
     Podczas tego tygodnia nic nadzwyczajnego się nie działo. W środę po lekcjach pożegnałam się z Tom'em, a potem poszłam za zajęcia. W czwartek nic się nie stało, a w piątek znów mieliśmy z Maya swój 'wieczór odpałów'. Dziś na szczęście jest już sobota i mogę sobie odpocząć od lekcji i zajęć. 
   Podparłam się na łokciach i zaczęłam się rozglądać. Mój wzrok był nie wyraźny, ponieważ przed chwilą wstałam. Po paru chwilach, gdy już się wyostrzył zrozumiałam, że nie jestem w swoim pokoju, tylko w pokoju Mayi. Wstałam delikatnie z łóżka, żeby jej nie obudzić i po drodze chwytając swoją torbę poszłam do łazienki. Wzięłam orzeźwiający prysznic i ubrałam się. Przejechałam tuszem po rzęsach, a po ustach błyszczykiem. Gotowa wyszłam z łazienki i podreptałam do kuchni. Zrobiłam ciasto na naleśniki, a potem je usmażyłam. Sama zjadłam dwa, a resztę zostawiłam na talerzu, który leżał na stole koło karteczki. Pisało na niej: Nie chciałam Cię budzić, więc zostawiam Ci śniadanie gotowe.     Olivia  
   Wyszłam z domu przyjaciółki i przeszłam na drugą stronę ulicy. Przeszłam koło domu pani Black, gdzie była wystawiona tabliczka: Na sprzedaż !! Bardzo się ucieszyłam, że już nie będzie tu mieszkać, ponieważ jej dzieci ciągle hałasowały mi pod oknem i nie mogłam się nigdy skupić.
   Przeszłam przez furtkę, a potem podeszłam do drzwi frontowych i od kluczyłam je. W środku zdjęłam buty i powędrowałam do swojego pokoju. Od razu rzuciłam się na swoje łóżko. Moja twarz zatopiła się w delikatnej poduszce. Gdy zabrakło mi powietrza przewróciłam się na plecy i tak leżałam chyba z 15 minut, a potem chwyciłam za mojego laptopa, który leżał na szafce nocnej. Włączyłam go, po czym zalogowałam się na tt, fb oraz skype. Sprawdziłam szybko facebook'a i wylogowałam się z niego, a potem zaczęłam przeglądać twitter'a. W interakcjach nic ciekawego nie było, tylko kilka osób mnie follow'nęło. Weszłam na timeline i wszędzie pisało o nowym koncercie Justin'a. Za bardzo nie wiedziałam gdzie i kiedy, więc weszłam na jego stronę, a moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości. JUS MA ZAGRAĆ KONCERT W MOIM MIEŚCIE !!!!! Po chwili zaczęłam skakać po całym pokoju śpiewając Boyfriend. 
      Gdy się uspokoiłam weszłam na prywatne, a tam czekała już na mnie wiadomość. Kliknęłam w nią i wczytałam się w tekst: ' Hej, Liv. Robisz coś za 3 tygodnie wieczorem ?' Przez moment zastanawiałam się o co chodzi, ale jakoś nic sensownego mi nie przychodziło do głowy. Wzięłam się za odpisywanie: 'Hej, Jus. Za 3 tygodnie? Hmm... Pewnie jak co piątek będę spędzała wieczór z Mayą, a co?'
Justin: Szkoda... A nic tak pytam, bo myślałem, że może byś się ze mną spotkała i gdzieś wyskoczyła, ale jak masz już plany to trudno.
Olivia: Zawitasz w San Jose ?
J: Na parę dni
O: To może tak wspólny wieczór? Ty, ja, Maya, filmy, popcorn i duuuużo śmiechu... Co ty na to?
J: Hmm... Kusząca propozycja, ale w piątek nie mogę
O: A chciałeś, żebym z Tb gdzieś poszła
J: Bo jakbyś ze mną gdzieś poszła to bym mógł, inaczej nie mogę. A może razem z Twoją przyjaciółką pójdziecie gdzieś ze mną ?
O: Zależy gdzie...- odpisałam po czym znów weszłam na stronę JB z wypisanymi datami wszystkich koncertów i zaczęłam szukać kiedy jest koncert w naszym mieście. Gdy w końcu znalazłam na moje usta wtargnął szeroki uśmiech. W tym momencie, chyba poznałam cały plan Bieber'a. Koncert w San Jose ma się odbyć dokładnie za 3 tygodnie, więc oznacza to, że chłopak albo chce mnie na niego zabrać albo wystąpiła jakaś pomyłka z datą.
    Z moich myśli wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym ukazał się napis dzwoni Tom ;). Uśmiechnęłam się widząc osobę, która chce się ze mną skontaktować.
- Hallo?- spytałam na początku rozmowy.
- Hej, mała.- usłyszałam głos chłopaka po drugiej stronie.
- Hej, duży.- odpowiedziałam. Przez te kilka dni bardzo się zakolegowaliśmy.
- Jest mała sprawa...-zaczął.
- No?-ponaglałam go.
- Bo nie wiem, czy wiesz, ale Biebs ma koncert w San Jose i pomyślałem, że może byś przyszła na niego ze swoją przyjaciółką i kuzynką, co?- spytał wymawiając każdy wyraz tak szybko, że chwilę to potrwało zanim wszystko pojęłam.
- Bardzo chętnie. Właśnie miałam zamawiać bilety dla mnie i dla Mayi, więc mogę zamówić jeszcze jeden.- powiedziałam uśmiechając się jak idiotka do telefonu.
- Nie musisz. Ja załatwię bilety. Jak możesz to pogadaj z Max'em i jak też będzie chciał to napisz mi sms'a, ok?- spytał.
- Jasne. Pogadam z nim.- odpowiedziałam cała wesoła.
- Ok. To ja muszę kończyć i iść załatwić Wam te bilety do Jus'a.- powiedział.
- Emm... Tom...- zaczęłam powoli, jakoś nie wiedziałam jak o to spytać.
- Tak?
- Chciałam się spytać czy możesz nie mówić Justin'owi o tym, że przyjdę na ten koncert?- spytałam bardzo cichutko.
- Czemu?- spytał i można było usłyszeć w jego głosie zdziwienie.- On się ucieszy jak dowie się, że przyjdziesz.- dodał, a ja poczułam, że na moją twarz wkradły się rumieńce.
- Po prostu chcę mu zrobić niespodziankę.- odparłam nieśmiało.
- Genialny pomysł. Tylko jak on spyta dla kogo te bilety?- zadał kolejne pytanie.
- Nie wiem. Powiedz, że dla Twojej dziewczyny i jej rodziny.- odpowiedziałam już trochę pewniej.
- On wie, że jesteś rodziną Nat.- powiedział lekko rozbawiony.
- Ojej... Jak mu powiem, że się nie spotkamy, bo muszę spotkać się z wujkiem albo coś to się nie połapie.- powiedziałam zrezygnowana.
- To się może udać.- powiedział, w jego głosi można było wyczuć, że się uśmiecha. Pogadałam jeszcze chwilę z brunetem, po czym pożegnałam się i rozłączyłam. 
     Usłyszałam głośne burczenie dochodzące z mojego brzucha. Zwlokłam swoje 4 litery na dół, kierując się do kuchni. Nie miałam ochoty na gotowanie czegoś nadzwyczajnego, w ogóle nie miałam ochoty na gotowanie czegokolwiek, więc chwyciłam za mój telefon i zamówiłam sobie pizzę. Już po 15 minutach miałam parujące pudełko w rękach. Położyłam je na stoliku i podreptałam po talerzyk.
     Siedziałam na kanapie i wciągałam w siebie już 3 kawałek pizzy, gdy drzwi w moim domu otworzyły się z impetem, przez co uderzyły o ścianę. Dalej trzymając kawałek mojego posiłku na wysokości moich ust, odwróciłam głowę w stronę drzwi. Zobaczyłam tam nikogo innego jak Mayę. Wzruszyłam ramionami i dalej zajadałem się patrząc na ekran telewizora, znajdującego się na ścianie na przeciwko mnie. Usłyszałam trzaśnięcie drzwi i po chwili koło mnie siedziała już ciemnooka.
- Wisz, że Justin gra u nas koncert?!- wykrzyczała pytanie do mojego prawego ucha.
- Tak wiem.- odpowiedziałam i wzięłam następnego gryza.
- I ty nic z tym nie robisz?! Nie rezerwujesz biletów czy cokolwiek innego?!- dalej krzyczała.
- Bilety mamy załatwione.- odpowiedziałam spoglądając na nią.
- Jak to my?- spytała już spokojniej podnosząc jedną brew do góry.
- Chłopak Nat nam załatwi.- powiedziałam uśmiechając się na wspomnienie rozmowy z Tom'em.- Dzięki, że mi przypomniałaś muszę zadzwonić do Max'a.- dodałam i znów na nią spojrzałam, przez co nie mogłam powstrzymać chichotu. Dziewczyna była cała brudna od sosu z pizzy. Podałem jej chusteczkę, a sama poszłam porozmawiać z kuzynem. Chłopak bez większego namawiania zgodził się, więc wracając do salonu napisałam do Tom'a, że Max też chce pójść na ten koncert. Rzuciłam telefon na stolik i usiadłam na kapie obok przyjaciółki. 
    W telewizji nic ciekawego nie leciało, więc włączyłyśmy kanał muzyczny. Akurat w tym momencie zaczynała się piosenka One Direction. Popatrzałyśmy na siebie znacząco, po czym zerwałyśmy się jak oparzone z kanapy i zaczęłyśmy skakać i wyć jak idiotki. Starałyśmy się robić to co chłopaki w teledysku, ale nam za bardzo to nie wychodziło, gdyż byłyśmy tylko dwie i nie dawałyśmy rady.
      W czasie, gdy chłopaki odwalali dzikie tańce przed domem jakiegoś gościa mój telefon znów zaczął dzwonić. Nie chciałam przeszkadzać Mayi, więc razem z moim telefonem przeniosłam się do kuchni. Nie patrząc na to kto dzwoni odebrałam.
- Hej, Oli.- usłyszałam zaraz po odebraniu wesoły głos Danielle.
- Cześć, Dan.- odpowiedziałam.
- Słyszę, że impreza na całego.- zaśmiała się, a ja jej zawtórowałam.- A tak na serio. Co powiecie z Mayą na imprezę?- spytała. Odsunęłam od ucha telefon i krzyknęłam do przyjaciółki, czy chce iść. Ona od razu się zgodziła.
- Chętnie wybierzemy się na imprezę.- wyszczerzyłam się do telefonu jak głupi do sera. Ustaliłyśmy jeszcze z dziewczyną co i jak, po czym pożegnałyśmy się i rozłączyłyśmy się. Sprawdziłam godzinę i się przeraziłam. Za dokładnie 2,5 godziny mamy być pod klubem, gdzie Dan i chłopaki będą na nas czekać. Szybko oświadczyłam to ciemnookiej, ale zanim skończyłam zdanie jej już nie było w salonie. Wzruszyłam ramionami, wyłączyłam telewizor i poczłapałam do mojej garderoby. Po otworzeniu drzwi zobaczyłam pełno ubrań porozwalanych po całym pomieszczeniu i Mayę biegającą od półki do półki. Zaśmiałam się i weszłam do środka. Sama zaczęłam grzebać między półkami jak przyjaciółka.
      Po paru minutach miałam już wybrany zestaw. Wzięłam go w łapki i poszłam do łazienki. Szybko się umyłam, wysuszyłam włosy, ubrałam się i pomalowałam. Przejechałam po oczach eyelayner'em, tuszem po rzęsach i błyszczykiem po ustach. Włosy szybciutko uczesałam i wyszłam z łazienki, gotowa, czysta i pachnąca. Weszłam jeszcze do mojej garderoby po małą torebkę, do której wrzuciłam telefon, portfel i błyszczyk.
     Spojrzałam na zegarek. Do spotkania z nimi miałyśmy jeszcze 30 minut, a do klubu jedzie się 15, więc miałyśmy jeszcze czas. Zadzwoniłam po taksówkę. Po paru minutach na dół zeszła Maya i mogłyśmy już iść. Za kluczyłam za nami drzwi, wrzuciłam kluczę do torebki, po czym poszłam do przyjaciółki, która już  podawała adres kierowcy. Po 15 minutach znajdowałyśmy się już pod wyznaczonym klubem. Znalazłyśmy wzrokiem Dan, do której zaraz się przecisnęłyśmy. 
- Heeej.- przywitałyśmy się z dziewczyną, po czym cmoknęłyśmy ją w policzek.
- Czeeeeść.- również przeciągnęła witając się z nami.- To jest mój chłopak: Liam, a to jego przyjaciele: Louis, Niall, Zayn i Harry. Chłopaki to są Olivia i Maya.- przedstawiła nas sobie dziewczyna. Podałam każdemu rękę, ale Styles zamiast jej uścisnąć pokręcił przecząco głową i przyciągnął mnie do siebie zamykając jednocześnie w silnym uścisku.
- Ha-arry... dusisz...- wyjąkałam, a chłopak odskoczył jak oparzony. Wszyscy się zaśmialiśmy. Przeszliśmy przez przez bramki i od razu wszyscy poszliśmy do 'loży', którą podobno zarezerwowali chłopcy. Podszedł do nas kelner, w sumie  był bardzo przystojny, złożyliśmy nasze zamówienie i gdy odchodził uśmiechnął się do mnie zniewalająco, co odwzajemniłam nieśmiałym uśmieszkiem. Widząc to lokowaty, który siedział koło mnie, zarzucił mi swoją rękę na ramię. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem, a on się tylko wyszczerzył. Zrzuciłam jego ramię i wkręciłam się w rozmowę prowadzoną przez całą resztę.
    Po paru minutach przyszedł ten sam kelner i podał nam nasze drinki. Uśmiechnęłam się do niego, co odwzajemnił. Po odejściu chłopaka, chwyciłam za szklankę i wypiłam kilka łyków. Po jednym drinku, zamówiłam następnego, ale już nie przyszedł ten sam kelner tylko inny. Wypiłam do końca alkohol, po czym złapałam dziewczyny za nadgarstki i pociągnęłam w stronę parkietu. Przetańczyłyśmy tak kilka piosenek i wróciłyśmy znów się napić, a potem znowu na parkiet. W połowie jednej piosenki poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Odwróciłam głowę i ujrzałam tego samego chłopaka, który obsługiwał nas za pierwszym razem.
- Mike jestem.- powiedział do mojego ucha.
- Liv.- odpowiedziałam. Przetańczyliśmy razem kilka piosenek. Cały czas się śmialiśmy albo rozmawialiśmy. Świetnie się bawiłam, ale robiło się już późno i musiałyśmy wracać. Wymieniałam się z chłopakiem numerami, pożegnałam się za pomocą buziaka w policzek i zanim zdążył zareagować zniknęłam w tłumie razem z przyjaciółmi. Z nimi również pożegnałam się jak z brunetem i razem z ciemnooką wsiadłyśmy do taksówki i pojechałyśmy na nasze osiedle domków jednorodzinnych. Zapłaciłyśmy kierowcy i poszłyśmy do mnie. Ustaliłyśmy, że dzisiaj ona śpi u mnie.
       Gdy weszłam do pokoju chwyciłam tylko za dużą koszulkę i czystą bieliznę, po czym szybciutko się w to przebrałam i zmyłam z siebie makijaż. Przebrana wyszłam z łazienki i wskoczyłam pod kołdrę. Leżałam chwilę i poczułam wibrację koło poduszki. Chwyciłam w rękę telefon i go odblokowałam. Zmrużyłam oczy, bo światło było za jasne. Gdy już mój wzrok się przyzwyczaił przeczytałam wiadomość: Dobranoc, Liv. Kolorowych snów ;) Uśmiechnęłam się na treść tego sms'a. Spojrzałam na nadawcę: Mike ;), gdy to zobaczyłam mój uśmiech powiększył się jeszcze bardziej. Odpisałam mu dziękując oraz życząc mu tego samo. Odłożyłam telefon. Po chwili Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy...


{ oczami Justin'a }
    Około 10 zadzwonił mój budzik, oznajmiając mi, że muszę już wstać. Wygrzebałem się z pod cieplutkiej kołdry i podreptałem do garderoby. Chwyciłem tam za spodnie i koszulkę, po czym poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i wróciłem do garderoby. Założyłem moje żółte Supry i żółtego Full Cap. Z pokoju zabrałem jeszcze mój telefon i zszedłem na dół do kuchni.
- Cześć, mamo.- przywitałem się z moją rodzicielką.
- Cześć, synku.- odpowiedziała uśmiechając się ciepło. Podszedłem bliżej kobiety i cmoknąłem ją w policzek. Usiadłem do stołu i po chwili stał przede mną talerz parującej jajecznicy.
    Po skończonym śniadaniu, ładnie podziękowałem za nie i zaniosłem talerz do zmywarki. Pożegnałem się z mamą, dałem jej buziaka w polik i wyszedłem z domu. Poczłapałem na podjazd, gdzie znajdowało się moje auto. Wsiadłem do niego i odpaliłem. Całą drogę zastanawiałem się gdzie odbędzie się mój najbliższy koncert. Miałem cichą nadzieję, że w San Jose, ale nie chciałem mówić o tym nikomu, wystarczyło, że Tom wiedział o tym doskonale.
     Wysiadłem z pojazdu przed budynkiem, w którym mieściła się nasza sala do ćwiczeń. Przywitałem się z Beliebers, zrobiłem sobie z nimi kilka zdjęć i po pożegnaniu wszedłem do pomieszczenia. Zaraz jak zamknąłem drzwi znów je otworzyłem i wychyliłem tylko głowę. Jak na zawołanie rozległ się głośny pisk. Schowałem głowę i zamknąłem drzwi. Na dworze zrobiło się cicho. Zrobiłem tak jeszcze z dwa razy, pożegnałem się z wszystkimi jeszcze raz i podążyłem już w kierunku odpowiednich drzwi.
- Czeeeeść, wszystkim !!!!- krzyknąłem po zamknięciu za sobą drzwi.
- Heeeej !!!!- okrzyknęli wszyscy zgromadzeni w pomieszczeniu. Zaczęliśmy się wszyscy rozciągać, gdy w pewnym momencie naszej rozmowy do pokoju zawitali Scooter z Car i Usher. Przywitaliśmy się z nimi. Popatrzyliśmy na siebie z Tom'em i uśmiechnęliśmy dziwacznie. Przynajmniej on, bo jak ja się uśmiechnąłem to nie wiem.
- No więc, Justin.- zaczął Usher.- Twój najbliższy koncert odbędzie się za 3 tygodnie...- urwał na chwilę.-... w San Jose...- coś tam mówił dalej, ale już nie słuchałem. Na moją twarz wkradł się szeroki uśmiech. Razem z brunetem siedzącym obok mnie przybiliśmy sobie piątki susząc swoje ząbki.
- Co Wam tak wesoło?- spytał Braun.
- Bo zobaczę moją dziewczynę.- odparł wesoło Tom. Scoot popatrzał na mnie pytającym wzrokiem. Zanim odpowiedziałem dostrzegłem jeszcze ogromny uśmiech na twarzy Carin.
- Wreszcie poznam jego dziewczynę.- odpowiedziałem, wskazując palcem na chłopaka po mojej lewej. Braun przytaknął i przeszedł na drugą stronę sali. Wstałem z podłogi i podszedłem do kanapy, na której siedziała zamyślona brunetka z odkręconą butelką wody. Obszedłem całą kanapę dookoła i stanąłem za nią.
- Bu !!- krzyknąłem tuż za nią.
- Aaaa !!!- do moich uszu dobiegł jej krzyk i chlupnięcie wodą. Wszyscy popatrzeli na nas, a ja wybuchłem śmiechem, po chwili dołączyła reszta, a na końcu sama dziewczyna. 
     Usiadłem obok niej, napiłem się trochę wody i wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni. Napisałem do Olivii na tt, po chwili dostałem wiadomość. Odpisałem jej i tak znów zaczęliśmy pisać. Ta 'rozmowa' była nadzwyczaj krótka. Krótsza niż każda, którą przeprowadziliśmy przez cały tydzień i też nie przyniosła zamierzonego przeze mnie efektu.
- Ej, Justin.- głos Tom'a wyrwał mnie z zamyślenia.- Mam do Ciebie sprawę.- powiedział drapiąc się w tył karku. Popatrzyłem na niego z wielkim znakiem zapytania wypisanym na twarzy.- Możesz załatwić mi 4 bilety na ten koncert w San Jose ?- spytał.
- Jasne.- uśmiechnąłem się.- A dla kogo ?- tym razem ja zadałem jemu pytanie.
- Dla Nat, jej brata i jakiś dwóch koleżanek.- odpowiedział.
- Spoko. Załatwię.- mruknąłem, ale po chwili pewna myśl przemknęła mi przez głowę. Wstałem i podszedłem bliżej niego, żeby Car nie słyszała.- Nie wiesz czy Olivia wybiera się na ten koncert?- spytałem dość cicho, ale tak, żeby był w stanie usłyszeć co mówię.
- Nie, nie jedzie, bo wybiera się gdzieś do rodziny i jest zdruzgotana.- odpowiedział smutno się uśmiechając.
- Skąd wiesz ?- spytałem marszcząc czoło.
- Rozmawiałem z nią przed chwilą.- uśmiechnął się, chyba na wspomnienie tej rozmowy. Uśmiechnąłem się do niego blado w poszedłem w stronę reszty tancerzy. Ta wiadomość do końca zepsuła mój dobry humor.
     Po przetańczonych kilku układach opadłem zmęczony koło brunetki na kanapę. Chwyciłem za butelkę wody i duszkiem wypiłem połowę jej zawartości. Oparłem głowę o oparcie siedzenia i tak leżałem uspakajając swój oddech.
- Co tam u Twojej dziewczyny?- usłyszałem szept tuż nad moim uchem. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na dziewczynę.
- Nie mam dziewczyny.- odpowiedziałam, a ona przewróciła oczami.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi.- mruknęła.
- W porządku.- odpowiedziałem dalej w nie humorze.
- A jednak coś jest nie tak.- powiedziała wiercąc mi dziurę w głowie.
- Nie. Dlaczego?- spytałem udając zdziwienie.
- Oh, Bieber. Przede mną tego nie ukryjesz.- uśmiechnęła się triumfalnie. 
- Ugh... Po prostu myślałem, że się z nią spotkam na koncercie, ale nic z tego.- mruknąłem nie zadowolony z tego co powiedziałem jak i z tego, że przegrałem mówiąc wszystko dziewczynie. Brunetka pokiwała ze zrozumieniem głową i posłała mi ciepły uśmiech. Czasami rozmowy z Carin są bardzo fajne, bo zamiast gadać, że to, że tam to, że sram to, to ona nic nie powie tylko się uśmiechnie i to było w niej bardzo dobre. 
   Spróbowałem odwzajemnić jej uśmiech, ale za miast tego wyszedł mi jakiś dziwny grymas, bo dziewczyna cicho się zaśmiała. Podziękowałem jej za rozmowę, pożegnałem się z wszystkimi i wyszedłem z pomieszczenia. Pokierowałem się w stronę wyjścia z budynku. Przed nim stało jeszcze kilka fanek. Porobiłem z nimi kilka zdjęć, pogadałem i poszedłem do mojego ferarri. Mimo, że miałem zły humor to nie mogłem tego na razie pokazać, musiałem wrócić najpierw do domu, żeby nikt nie mógł tego zobaczyć.
     Odpaliłem samochód i wyjechałem z parkingu. Pojechałem prosto do domu. Zwykle po próbach jeździłem do McDonald, ale tym razem nie miałem ochoty. Gdyby się tak zastanowić, to nie miałem ochoty na nic i to dlatego, że jedna dziewczyna nie może przyjść na mój koncert. Ze mną definitywnie co się działo, ale co ??
    Zaparkowałem na podjeździe i wyszedłem z auta. Podreptałem do drzwi. Otworzyłem je kluczem i nacisnąłem klamkę, po czym je pchnąłem. W domu panowała cisza, a to ty nie podobne. Mimo, że mieszkam tylko z mamą to i tak wiecznie tu jest hałas. Poszedłem do kuchni, zapaliłem światło i dostrzegłem kartkę leżącą na stole. Pisało na niej: Justin pojechałam po Jazzy i Jaxon'a. Wrócę dość późno.    Mama        Mimowolnie się uśmiechnąłem na przyjazd tej dwójki, bo na pewno poprawi mi humor. Zgniotłem karteczkę, nacelowałem na kosz i rzuciłem, trafiając w sam środek. Nalałem sobie soku pomarańczowego do szklanki i razem z nią poczłapałem ciężko do pokoju. Po napiciu się parę łyków, odstawiłem napój na biurko, a sam rzuciłem się na łóżko. Byłem tak zmęczony, że zasnąłem po paru chwilach.
     * Szedłem po ulicy w bluzie z kapturem, który znajdował się na mojej głowie i w okularach umiejscowionych na moim nosie. Moje nogi prowadziły mnie po mało znajomych mi drogach, ale ten kierunek, w który szedłem zdawał mi się być znajomy.
     Po paru minutach doszedłem do miejsca, do którego, jak mi się zdawało, chciałem dotrzeć. Była to przytulna kawiarnia. Wszedłem do środka i poszedłem w stronę stolika w samym kącie. Usiadłem tam i zdjąłem kaptur. Rozejrzałem się po wnętrzu i mimowolnie się uśmiechnąłem. Podeszła do mnie kelnerka, aby przyjąć moje zamówienie. Poprosiłem o zwykłe cappuccino, aby nie wyglądało to dosyć dziwnie. W końcu siedziałem tam sam i do tego nic nie zamówiłem. Po chwili młoda blondynka przyniosła moje zamówienie. Podziękowałem jej uśmiechem, który odwzajemniła i odeszła. Popatrzałem przez okno. Koło tej kawiarni przechodziło dużo osób. Dużo osób gdzieś się śpieszyło, rozmawiało przez telefon, ale byli też ludzie, którzy chodzili spokojnie, nigdzie się nie śpiesząc oraz zakochane pary trzymające się za ręce, rozmawiające czy całujące. Może i byłem sławnym nastolatkiem, którego za swojego przyszłego męża uważa milion dziewczyn i tak brakowało mi tej jedynej, z którą mógłbym właśnie chodzić tak jak tamte pary. Westchnąłem i upiłem łyk mojego napoju. 
     Siedziałem tak tam jeszcze jakiś czas co parę chwil popijając po łyku cappuccino i wpatrując się w kubek lub w widok za oknem, gdy usłyszałem charakterystyczny dźwięk dzwoniących dzwoneczków, oznajmiający, że przyszedł następny klient. Podniosłem leniwie głowę w górę, a moje oczy ujrzały piękną brunetkę.Rozglądała się po lokalu szukając czegoś. Gdy jej wzrok padł na mnie uśmiechnęła się jeszcze szerzej i ruszyła w moim kierunku.
- Justin!- krzyknęła będąc już dość blisko mnie.- Justin... Justin...*
    Poczułem jak po mnie ktoś skacze i słodziutki głosik wołający moje imię. Leniwie otworzyłem oczy i zobaczyłem uśmiechniętą od ucha do ucha Jazzy.
- Hej, królewno.- cmoknąłem ja w czółko.
- Hej, Justin.- wziąłem ją na ręce, a następnie usadowiłem na swoich barkach. Dziewczynka cichutko zachichotała i zaczęła 'układać' moje roztrzepane włosy. Zeszliśmy razem na dół gdzie czekał na nas Jaxon z naburmuszoną miną.
- Hej, Jaxo!!- krzyknąłem będąc już na ostatnim stopniu. Ziewnąłem przeciągle szeroko otwierając moje usta, które próbowałem zasłonić nogą młodszej siostry. 
- Justin! Nie zjedz mi nogi!- wykrzyknęła.
- Przepraszam.- powiedziałem jak dziecko. Podeszliśmy bliżej blondyna, który stał z założonymi rękami. Zdjąłem z swoich barków młodszą siostrę i postawiłem ją na ziemi obok nas. Kucnąłem na przeciwko niego. Połaskotałem go delikatnie po brzuszku, na co się zaśmiał i rzucił mi się na szyje, w skutek czego wylądowaliśmy na podłodze. Zaczęliśmy się śmiać. Zaraz dołączyła do nas Jazzy, która na nas skoczyła. Zaczęliśmy się jeszcze głośniej i pewnie było by tak dalej, gdyby ktoś nie chrząknął znacząco. Jak na komendę wszyscy przestaliśmy się chichrać i spojrzeliśmy w stronę drzwi. Stała tam moja mama z założonymi na biodrach rękami. Uśmiechnąłem się słodko w jej stronę i pomogłem wstać rodzeństwu. 
- Justin. Zaprowadź Jazzy i Jaxon'a do pokoi, w których będą spać.- powiedziała lekko się uśmiechając. Przytaknąłem głową i chwyciłem ich za rączki, prowadząc ich w stronę schodów.
     - Dobranoc, królewno.- cmoknąłem ją w czółko, przykrywając kołdrą.
- Doblanoc, Justin.- powiedziała lekko sepleniąc. Zgasiłem światło w jej pokoju i ostatni raz na nią patrząc zamknąłem drzwi. Poszedłem jeszcze do brata sprawdzić czy śpi. Po uczynieniu tego wróciłem do swojego pokoju. Chwyciłem w ręce czyste bokserki i spodnie dresowe. Poszedłem do łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic. Ubrałem swoją 'piżamę' i wróciłem do łóżka. ' Jak nie zobaczę jej na koncercie to muszę ją zobaczyć po,' pomyślałem i ułożyłem się wygodnie na poduszce. Po paru chwilach odpłynąłem do krainy snów i marzeń...
****************************************************************************************
PRZEPRASZAM, że tak długo nic nie dodawałam, ale nie miałam jakoś weny i problemy z internetem, ale już jest. Mam ogromną nadzieję, że Wam się ten rozdział podobał oraz, że następny pojawi się dość szybko :D

Nuta na dziś:

A tu jeszcze tak na dodatek...