Trzeci rozdział
Dziś obudził mnie budzik dzwoniący o 6:30. Wczoraj, czyli w niedzielę nic nadzwyczajnego nie robiłam, bo nie było co. Jak zawsze wygrzebałam się z pod kołdry i zahaczając o szafę wyciągnęłam sobie ubrania, które wybrałam wczoraj. Weszłam z nimi do łazienki, w której szybko się umyłam, ubrałam i lekko pomalowałam. Gotowa zeszłam na dół i pokierowałam się do kuchni, w której zjadłam moje śniadanie, czyli jak zawsze przed szkołą były nim płatki z mlekiem. Gdy kończyłam mój posiłek do domu weszła Maya. Chyba zapomniałam wspomnieć, że czujemy się jak u siebie, a naszym rodzicom to nie przeszkadza. Usiadła na przeciwko mnie i cały czas gadała sama nie wiem o czym.
- Mayu. Kochanie ty moje mów powoli, tak, żebym ja tuman mogła Cię zrozumieć.- powiedziałam przerywając jej wypowiedź.
- Oh... Podobno jeden z tancerzy Justin'a, ma wolne i przyjechał do naszego miasta do swojej dziewczyny. Na 3 dni!! Rozumiesz to ?! Może uda nam się go spotkać.- krzyczała coraz głośniej.
- Uspokój się. Nie wystarczy Ci to, że naszą trenerką jest Danielle Reazer ?-spytałam.
- Dokończymy ta rozmowę po drodze, bo się zaraz spóźnimy. Chodź.- złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła do drzwi. Zamknęłam je za nami i poszłyśmy do szkoły. Cały czas o tym rozmawiałyśmy, a ja miałam już powoli tego dość, więc kiedy dziewczyna coś mówiła ja tylko kiwałam głową na 'tak'.
Dzień w szkole minął jak to w szkole. Na angielskim jak zawsze napisaliśmy jakąś notatkę, a potem rozmawialiśmy o przecenach w TESCO. Wróciłam do domu i szybko pobiegłam do mojej garderoby po mój strój do ćwiczeń. Z zapakowaną torbą zeszłam na dół. Wyciągnęłam z lodówki wodę, upiłam łyka i resztę schowałam do torby. Gotowa wyszłam z domu i poszłam po Mayę, z którą potem poszliśmy do budynku, w którym mieliśmy zajęcia. Poszłyśmy do szatni i od razu się przebrałyśmy. Przebrana w mój strój spięłam włosy w zwykłego kucyka. Popatrzyłam na przyjaciółkę, która również była ubrana wygodnie. Jej koszulka była dłuższa od mojej, która odsłaniała mój zacny brzuszek.
Przebrane, zwarte i gotowe do ciężkiej pracy jaka nas czekała na tych zajęciach poszłyśmy na salę, w której tańczyłyśmy.
- Hej, Dan.- powiedziałyśmy równo podchodząc bliżej trenerki.
- Cześć, dziewczyny.- uśmiechnęła się do nas. Po paru minutach przyszła reszta grupy. Zaczęliśmy rozgrzewkę, przy której cały czas się wszyscy śmialiśmy, potem już normalnie skupieni na tym na czym powinniśmy - tańcu, zaczęliśmy normalnie zajęcia. Po tych kilku przetańczonych piosenkach byłam tak spocona, że to po prostu masakra. Skończyliśmy nasze wygibasy, więc poszliśmy się przebrać. Najpierw, gdy weszłam do szatni wypiłam połowę zawartości mojej butelki, a potem już normalnie się przebrałam. Gotowe wyszłyśmy z szatni, przed którą zobaczyłam moją kochaną kuzynkę, kuzyna i jakiegoś kolesia przyklejonego do Nat. Wszyscy się z czegoś śmiali. Maya powiedziała, że ona sama wróci do domu, a ja mam do nich iść. Pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy się w swoje strony. Podeszłam bliżej i powoli zaczęłam kojarzyć gościa tulącego do siebie brunetkę. Pierwsza zobaczyła mnie dziewczyna, która uwolniła się z objęć bruneta i podbiegła do mnie rzucając mi się na szyję.
- Cześć, piękna.- przywitała się, gdy się ode mnie oderwała.
- Cześć, brzydalu.- wyszczerzyłam się w jej stronę. Mimo, że była starsza o 4 lata miałyśmy ze sobą mnóstwo tematów i kochałyśmy sobie dokuczać. Przywitałam się z Max'em, a potem Natallie przedstawiła mi swojego chłopaka- Tom'a. Z szatni wyszła Dan.
- O, cześć, Tom.- uśmiechnęła się promiennie dziewczyna.
- Cześć, Danielle.
- Jak tam idzie na koncertach ?- spytała.
- Bardzo dobrze. Justin już coraz lepiej łapie kroki.- odpowiedział jej, na co oboje się zaśmiali. Teraz sobie przypomniałam skąd kojarzę chłopaka mojej kuzynki. Jest tancerzem Justin'a Bieber'a. Widziałam go na filmikach z koncertów kila naście razy, a teraz mogę go zobaczyć na żywo i to jeszcze normalnie porozmawiać.
- Do środy, Liv.- powiedziała Dan, wyrywając mnie z moich przemyśleń.
- Do zobaczenia.- odpowiedziałam, a ona zniknęła za drzwiami. Wszyscy poszliśmy w jej ślady i wyszliśmy z budynku. Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Tom jest na prawdę super!
- Widziałem jak tańczysz, Oli. Jesteś świetna!- krzyknął. Chciałam mu odpowiedzieć, ale mnie wyprzedzono.
- Przecież Ci mówiłem.- powiedział oburzony Max.
- A ja Ci wierzyłem, ale chciałem zobaczyć.- odpowiedział mu.
- Dziękuje.- odpowiedziałam wreszcie. Cała trója odprowadziła mnie do domu. Pożegnałam się z nimi za pomocą przytulasa i weszłam do środka. Od razu pobiegłam do garderoby, z której wyciągnęłam czystą bieliznę i za dużą koszulkę. Poszłam z tymi rzeczami do łazienki, gdzie wzięłam orzeźwiający prysznic. Przebrana w moją piżamę wróciłam do pokoju, odrobiłam szybko zadania i chwytając w ręce laptopa skoczyłam na łóżko. Od razu po uruchomieniu urządzenia weszłam na, to co zwykle, czyli na twitter'a i facebook'a. Na fb jak zawsze nic ciekawego, na tt sprawdzając prywatne zauważyłam, że Jus napisał do mnie. Nie tak dawno, bo dwie minuty temu. Treść jego wiadomości wyglądała tak: Jak minął Ci dzień ? Od razu mu odpisałam: Najpierw byłam w szkole, a potem na zajęciach. Poznałam po nich Twojego tancerza, a Tobie ?
J: Byłem w studiu i nie dawno wróciłem. Tancerza powiadasz ? Coś Ci nagadał o mnie ?
O: Mi nie, ale Dan powiedział, że zaczynasz już coraz lepiej łapać kroki :D
Pisaliśmy jeszcze chwilę, ale oboje byliśmy zmęczeni, więc nie trwało to długo. Położyłam się do łóżka i myślałam... Głównie o tym jak to się stało, że Nat chodzi z Tom'em, że Justin do mnie pisze i o tym, że Danielle uczy mnie tańczyć i wgl. Skoro poznałam takie osoby to muszę mieć cholerne szczęście, bo chyba inaczej nie da się tego wytłumaczyć. Leżałam jeszcze jakiś czas, ale zmęczenie dało się we znaki, więc się nie sprzeciwiałam i pozwoliłam, aby Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy...
{ oczami Justin'a }
Obudził mnie dzwoniący budzik informując mnie, że jest godzina 9. Powinno zabronić wstawania o takiej godzinie. To za wcześnie. Przetarłem zaspane oczy i wygrzebałem się z pod kołdry. Gdy stanąłem na nogach, co nie trwało długo, bo się zachwiałem i upadłem, poszedłem do mojej garderoby, z której wyciągnąłem dresy, białą koszulkę w serek i czapkę. Z tym zestawem poszedłem do łazienki, w której odbyłem poranną toaletę i wróciłem do garderoby po Supry. W pełni gotowy wyszedłem z garderoby i pokierowałem się do mojego pokoju, z którego wziąłem tylko mój telefon. Z tym cudownym urządzeniem zszedłem na dół i podreptałem do kuchni, z której można było wyczuć piękny zapach naleśników.
- Cześć, mamo.- powiedziałem wchodząc do pomieszczenia, w którym się znajdowała. Kobieta, gdy mnie usłyszała aż podskoczyła, a ja się zaśmiałem.
- Cześć, synku.- podszedłem do niej i cmoknąłem w polik jak codziennie rano.- Siadaj. Już gotowe.- dodała i położyła talerz pełen naleśników na stole. Od razu wykonałem jej prośbę i zacząłem konsumować posiłek. Po skończeniu podziękowałem ładnie rodzicielce i się z nią pożegnałem.
Wsiadłem do mojego białego Ferrari i odjechałem z podjazdu w kierunku studia. Podczas drogi śpiewałem prawie wszystkie piosenki, które grali w radiu, z tego właśnie wywnioskowałem, że mam dobry humor i to jeszcze tak wcześnie, co jest u mnie rzadko spotykane. Pod studiem wysiadłem z auta i podbiegła do mnie grupka fanek. Zrobiłem sobie z nimi zdjęcia, porozdawałem autografy i podpowiadałem na kilka pytań. Dziewczyny rozeszły się, a ja mogłem już spokojnie wejść do budynku. Przywitałem się wesoło z wszystkimi w holu, co najwyraźniej ich zdziwiło, bo nie kryli tego. Jeszcze bardziej rozbawiony poczłapałem do windy, gdzie wcisnąłem guzik z odpowiednim piętrem, na którym po paru chwilach się znalazłem. Otworzyłem odpowiednie drzwi i wszedłem do środka.
- Hej, Wam!- krzyknąłem na wstępie. Oni popatrzeli na mnie dziwnie.
- Hej ?- odpowiedzieli chórem. Na ich odpowiedziałem cicho się zaśmiałem.
- Justin, czy ty coś brałeś?- spytał Scooter.
- Nie, nic nie brałem. Mam po prostu dobry humor.- odpowiedziałem mu cały czas się uśmiechając.
- Uwaga, uwaga!! Dziś normalnie mamy święto!! Justin ma dobry humor!! I to tak wcześnie!!!- krzyczał na co się zaśmiałem. Wszyscy mnie wypytywali czemu mam tak dobry humor, ale odpowiadałem im, że sam nie wiem. Chociaż... Może to przez tą nocną rozmowę z Liv? To bardzo możliwe, ale nie będę im tego mówił, bo Braun mnie zabije.
Będąc w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu i śpiewając cały czas czułem przeszywający wzrok na sobie. Co prawda zawsze się na mnie patrzeli, gdy nagrywaliśmy, ale ten był inny. Otworzyłem oczy i zobaczyłem wpatrującą się we mnie Carin. Patrzała tak jakby chciała coś odczytać z ruchów mojego ciała. Szybko odwróciłem swój wzrok z postaci dziewczyny i dokończyłem śpiewać piosenkę. Po jej skończeniu zrobiłem sobie przerwę na lunch. Wraz ze mną do stołówki podreptała reszta. Podszedłem do lady i wziąłem sobie sałatkę i sok pomarańczowy, z którymi wróciłem do wolnego stolika. Posadziłem swoje zacne 4 litery i wziąłem się za szamanie mojego posiłku. Wsadziłem już któryś widelec sałatki do ust, a obok mnie pojawiła się niespodziewanie Car.
- Czy ty musisz mnie tak straszyć?- spytałem łapiąc się za klatkę piersiową.
- Dobra, Bieber. Gadaj o co chodzi.- powiedziała ignorując moje pytanie.
- Ale o co tobie chodzi, bo nie za bardzo wiem?- odpowiedziałem jej pytaniem na pytanie, chodź i tak wiedziałem o co jej chodzi.
- Ty jesteś taki głupi czy tylko udajesz?- spytała, a ja już chciałem jej na to odpowiedzieć, ale mnie wyprzedziła.- To było pytanie retoryczne. Czemu jesteś taki szczęśliwy, co?- spytała.
- Jeśli Ci powiem to nie powiesz Scoot'owi?- spytałem.
- Okej, okej. Tylko mów już.
- Poznałem fajną dziewczynę i ...- w tym momencie mi przerwała.
- Oh yeah, oh yeah!!!- krzyczała na całą stołówkę i odprawiała jakieś dzikie tańce radości.
- Uspokój się, bo wszyscy patrzą.- powiedziałem ciągnąc ją za ręką w dół.
- Dobra. Jestem już spokojna. Możesz mówić dalej.- uśmiechnęła się w moją stronę po paru głębokich wdechach i wydechach.
- Nie ma za bardzo co mówić. Poznałem ją na twitterze i pisaliśmy do trzeciej nad ranem.- wzruszyłem ramionami próbując ukryć swój uśmiech.
- Oj, Justin, Justin.- westchnęła poklepując mnie po ramieniu.
- Co ?- popatrzyłem na nią pytającą miną.
- Przez Ciebie będę miała wyszczerz do końca dnia.- powiedziała na co ja wybuchłem śmiechem.- Ej, to nie jest śmieszne.- oburzyła się i uderzyła mnie w ramię, na co zacząłem się śmiać jeszcze bardziej, czego skutkiem było zlecenie z krzesła. Teraz to cała stołówka się śmiała ze mnie, ale mi to nie przeszkadzało.
Po moim napadzie śmiechu dokończyłem w spokoju swój lunch, tak jak reszta i wróciliśmy do naszego pomieszczenia. Dokończyłem nagrywanie po którym rozwaliłem się na chwilę na kanapie.
- Trzymam Cię za słowo, że nie powiesz Braun'owi.- szepnąłem do brunetki.
- Spoko i tak mu w końcu powiesz.- odwróciła się w moją stronę, a na jej twarzy malował się ogromny uśmiech. Na mojej zaraz pojawił się taki sam. Po paru chwilach podniosłem się z siedzenia i pożegnałem się z wszystkimi.
Wsiadłem do samochodu, odpaliłem silnik i wyjechałem na drogę kierując się do domu. Byłem tak zmęczony, że marzyłem tylko o prysznicu i moim łóżeczku, ale humor dalej mi dopisywał i chyba nikt i nic nie było w stanie mi go zepsuć. Dojechałem pod moją willę parkując samochód na pojeździe. Wysiadłem z niego i podreptałem do drzwi. Otworzyłem je i po przywitaniu się z mamą pobiegłem na górę. Z garderoby wziąłem czyste bokserki i spodnie z dresu. Z rzeczami powlokłem się do łazienki, w której wziąłem orzeźwiający prysznic. Przebrany w moją 'piżamę' wskoczyłem na łóżko, wziąłem laptopa na kolana i jak co wieczór przed snem podpisywałem fanom. Przypomniałem sobie o Olivii, do której napisałem na prywatnych. Moja wiadomość brzmiała tak: Jak minął Ci dzień? Po paru minutach dostałem odpowiedź: Najpierw byłam w szkole, a potem na zajęciach. Poznałam po nich Twojego tancerza, a Tobie? Od razu odpisałem. W taki o to sposób znów zaczęliśmy pisać. Jednak dzisiejsza 'rozmowa' nie trwała długo, bo oboje byliśmy zmęczeni. Napisałem jej: Dobranoc xoxo, wylogowałem się i wyłączyłem laptopa. Położyłem głowę na poduszce, okryłem się kołdrą i cały wesoły odpłynąłem do krainy snów i marzeń...
- Czy ty musisz mnie tak straszyć?- spytałem łapiąc się za klatkę piersiową.
- Dobra, Bieber. Gadaj o co chodzi.- powiedziała ignorując moje pytanie.
- Ale o co tobie chodzi, bo nie za bardzo wiem?- odpowiedziałem jej pytaniem na pytanie, chodź i tak wiedziałem o co jej chodzi.
- Ty jesteś taki głupi czy tylko udajesz?- spytała, a ja już chciałem jej na to odpowiedzieć, ale mnie wyprzedziła.- To było pytanie retoryczne. Czemu jesteś taki szczęśliwy, co?- spytała.
- Jeśli Ci powiem to nie powiesz Scoot'owi?- spytałem.
- Okej, okej. Tylko mów już.
- Poznałem fajną dziewczynę i ...- w tym momencie mi przerwała.
- Oh yeah, oh yeah!!!- krzyczała na całą stołówkę i odprawiała jakieś dzikie tańce radości.
- Uspokój się, bo wszyscy patrzą.- powiedziałem ciągnąc ją za ręką w dół.
- Dobra. Jestem już spokojna. Możesz mówić dalej.- uśmiechnęła się w moją stronę po paru głębokich wdechach i wydechach.
- Nie ma za bardzo co mówić. Poznałem ją na twitterze i pisaliśmy do trzeciej nad ranem.- wzruszyłem ramionami próbując ukryć swój uśmiech.
- Oj, Justin, Justin.- westchnęła poklepując mnie po ramieniu.
- Co ?- popatrzyłem na nią pytającą miną.
- Przez Ciebie będę miała wyszczerz do końca dnia.- powiedziała na co ja wybuchłem śmiechem.- Ej, to nie jest śmieszne.- oburzyła się i uderzyła mnie w ramię, na co zacząłem się śmiać jeszcze bardziej, czego skutkiem było zlecenie z krzesła. Teraz to cała stołówka się śmiała ze mnie, ale mi to nie przeszkadzało.
Po moim napadzie śmiechu dokończyłem w spokoju swój lunch, tak jak reszta i wróciliśmy do naszego pomieszczenia. Dokończyłem nagrywanie po którym rozwaliłem się na chwilę na kanapie.
- Trzymam Cię za słowo, że nie powiesz Braun'owi.- szepnąłem do brunetki.
- Spoko i tak mu w końcu powiesz.- odwróciła się w moją stronę, a na jej twarzy malował się ogromny uśmiech. Na mojej zaraz pojawił się taki sam. Po paru chwilach podniosłem się z siedzenia i pożegnałem się z wszystkimi.
Wsiadłem do samochodu, odpaliłem silnik i wyjechałem na drogę kierując się do domu. Byłem tak zmęczony, że marzyłem tylko o prysznicu i moim łóżeczku, ale humor dalej mi dopisywał i chyba nikt i nic nie było w stanie mi go zepsuć. Dojechałem pod moją willę parkując samochód na pojeździe. Wysiadłem z niego i podreptałem do drzwi. Otworzyłem je i po przywitaniu się z mamą pobiegłem na górę. Z garderoby wziąłem czyste bokserki i spodnie z dresu. Z rzeczami powlokłem się do łazienki, w której wziąłem orzeźwiający prysznic. Przebrany w moją 'piżamę' wskoczyłem na łóżko, wziąłem laptopa na kolana i jak co wieczór przed snem podpisywałem fanom. Przypomniałem sobie o Olivii, do której napisałem na prywatnych. Moja wiadomość brzmiała tak: Jak minął Ci dzień? Po paru minutach dostałem odpowiedź: Najpierw byłam w szkole, a potem na zajęciach. Poznałam po nich Twojego tancerza, a Tobie? Od razu odpisałem. W taki o to sposób znów zaczęliśmy pisać. Jednak dzisiejsza 'rozmowa' nie trwała długo, bo oboje byliśmy zmęczeni. Napisałem jej: Dobranoc xoxo, wylogowałem się i wyłączyłem laptopa. Położyłem głowę na poduszce, okryłem się kołdrą i cały wesoły odpłynąłem do krainy snów i marzeń...
****************************************************************************
Hej, hej... Jest nowy rozdział... Mam nadzieję, że się nie gniewacie :/ W najbliższym czasie postaram się dodać nowy rozdział i tu i tu. Rozdział trochę nudny, ale nie mam za bardzo weny... :(((
Nuta na dziś:
hej, na life-is-a-trap.blogspot.com pojawił się 1 rozdział. zachęcam do czytania, wyrażania opinii i obserwowania :) - amy
OdpowiedzUsuń